niedziela, 15 maja 2016

ą...

"ą" ..., ponieważ nie wiem, jak inaczej zacząć pisać o ziemniaku, kartoflu, pyrze,
potato, czy może raczej pomme de terre,
który trafił na prawdopodobnie jedno z najdroższych zdjęć świata.

 "A" również jak Abosch, ponieważ tak się składa, że to nazwisko autora tego zdjęcia:


              fot. Kevin Abosch  

Portret ziemniaka wisiał sobie spokojnie na ścianie studia Irlandczyka Kevina Aboscha w Paryżu. Trzeba zaznaczyć, że był to ulubiony ziemniak
(czy też raczej portret ziemniaka) jego właściciela. Ciekawe z jakich powodów? 
Słyszałam wypowiedź pani biolog, która określiła ten konkretny egzemplarz jako typ patomorfologiczny i na pewno nie nadający się do niczego. 
Jak widać, a raczej, jak się okazało, do niczego, z wyjątkiem super-drogiego ujęcia...;-)
                                 

Kevin lubi ziemniaki, bo porównuje je do ludzi i twierdzi, że choć przynależność do tego samego gatunku jest widoczna, każdy jest inny. [Abosch] sfotografował wiele kartofli, a ten tutaj to jeden z jego ulubieńców.

Może dlatego zdjęcie ma wymiary zbliżone do wzrostu przeciętnego człowieka (162 cm na 162 cm) i tak, jak portrety znanych osób, które fotografuje, również ziemniak został umieszczony na czarnym tle, które jest znakiem rozpoznawczym prac Aboscha. 

Gazeta "Sunday Times" relacjonuje, że w studiu zobaczył go pewien klient, którego wypowiedź cytował później w wywiadzie towarzysz nabywcy, będący naocznym świadkiem całej sytuacji:

Wypiliśmy po dwa kieliszki wina, kiedy on nagle powiedział, że bardzo podoba mu się ten obraz. Poprawiłem go, że to jest przecież zdjęcie. A on odparł, że musi je kupić.

Po dwóch tygodniach paryżanin zdecydował  się zapłacić cenę 1 miliona euro, która od początku nie podlegała żadnym negocjacjom - w końcu chodziło o ulubieńca Aboscha!;-). To najwyższa kwota, jaką otrzymał za pojedyncze zdjęcie. 
Zwykłą ceną za wykonane przez niego zdjęcie portretowe jest 150 tys. dolarów. 
Teraz uwaga - ważne dla wszystkich fotografujących: Kevin Abosch jest samoukiem i zwykle zrobienie zdjęcia nie zajmuje mu wiele czasu. 
Jest więc szansa dla każdego!
Dla każdego ziemniaka, selera, buraka, szparaga, 
no i oczywiście dla każdego fotografującego!;-)


Teksty i materiały źródłowe:
http://kopalniawiedzy.pl/ziemniak-kartofel-zdjecie-portret-Kevin-Abosch,23902
http://www.radiozet.pl/Rozrywka/O-tym-sie-mowi/Zdjecie-ziemniaka-sprzedane-za-milion-dolarow-00017790


piątek, 13 maja 2016

A jak abecedariusz i aberracje

A jak abecedariusz - wg Słownika Wyrazów Obcych PWN - (łac. abecedarius = alfabetyczny) lit. utwór, w którym kolejne wyrazy, wersy lub strofy zaczynają się od kolejnych liter alfabetu.

Tak się złożyło, że przez ostatnich kilka  miesięcy uprawiałam właśnie coś w rodzaju abecedariusza, zupełnie o tym nie wiedząc;-). Zatem teraz, całkowicie już świadomie, przystępuję do dzieła (bynajmniej nie literackiego), mając jednak całkowitą świadomość braku przygotowania i braku paru jeszcze innych cech niezbędnych do tego typu przedsięwzięcia. Jedyną moją mocną stroną jest, mam nadzieję, alfabet, który w miarę znam, a to już coś...;-). 
Postanowiłam więc zaryzykować i zobaczyć, co z tego wyniknie... 

Aberracje różnego rodzaju się zdarzają, więc ich nie uniknę, ale i one mogą przecież stać się tematem. 
Owe aberracje na co dzień zwane są błędami myślowymi, życiowymi (wg Słownika PWN), ale któż ich nie popełnia...).

W fotografii również trudno ich uniknąć; choć tu, może inaczej niż w życiu, są one opisane i zanalizowane, ale i tak czają się przy każdym "pstryknięciu"...

(definicje podaję ze strony źródłowej: www.fotografuj.pl):

Aberracje. Błędy optyczne (wady soczewki) objawiające się zniekształceniem ostrości, barw lub geometrii obrazu. Można je skorygować, a czasem nawet wyeliminować, za pomocą odpowiedniej (wielosoczewkowej) konstrukcji układu optycznego, silnego przymknięcia przysłony, a także odpowiednich funkcji programów graficznych.
Aberracja geometryczna. Dystorsja. Wada układu optycznego objawiająca się różnym stopniem powiększenia obrazu na jego brzegach i środku, przez co na zdjęciach następuje zakrzywienie linii prostych (nie przechodzących przez oś układu optycznego). Rozróżniamy dystorsję beczkowatą i poduszkowatą, w których linie proste na brzegach obrazu zakrzywiane są na zewnątrz kadru (beczka) lub do wewnątrz (poduszka). Dystorsję można usunąć za pomocą układów soczewek ustawionych symetrycznie względem przysłony. Układ wolny od dystorsji nazywany jest ortoskopowym.
Aberracja sferyczna. Wada optyczna wynikająca z odmiennego stopnia załamywania promieni świetlnych w różnych częściach soczewki (lub grupy soczewek). Aberracja sferyczna objawia się spadkiem ostrości obrazu, a koryguje się ją w obiektywach przez właściwy dobór krzywizn soczewek i łączenie ich w odpowiednie grupy – wada ta jest tym trudniejsza do usunięcia, im większą (w stosunku do ogniskowej) średnicę ma układ optyczny. Efekt tej wady można także niwelować przez zmniejszenie otworu przysłony, które powoduje zawężenie wiązki światła.
Aberracja chromatyczna (barwna). Wada obiektywu spowodowana rozszczepieniem światła, w wyniku czego powstają barwne obwódki, między innymi wokół kontrastowych obiektów (np. gałęzi na tle nieba). Korekcję aberracji chromatycznej umożliwiają obiektywy z achromatycznym lub apochromatycznym układem soczewek. Skutki tej wady można częściowo zniwelować w programach graficznych.


W jednym z komentarzy domagano się więcej zdjęć :-) - będzie więcej, a na początek zdjęcie z aberracją chromatyczną (widać ją przy powiększeniu, szczególnie na styku pnia z prawej strony ze zbyt białym niebem) - nie wiem co prawda, czy o to dokładnie chodziło, ale spróbuję... ;-)




A na zakończenie coś lżejszego ;-)










czwartek, 12 maja 2016

A jak apoteoza życia czyli kocham "dzisiaj"


Muzyka jest jednym ze sposobów, by najpełniej wyrazić radość z życia, jego piękno i nasz nim zachwyt. Zakończeniem tej alfabetycznej podróży, która, choć miała mieć inną treść i charakter, to jednak życie przemieniło w coś zupełnie innego, niech będzie jeszcze jeden utwór z płyty "Playing for Change":


Bo życie jest właśnie zmianą, i każdego dnia powinniśmy być przygotowani na coś, na co wcale jeszcze nie jesteśmy przygotowani... Powinniśmy dać się zaskoczyć, oczekiwać więcej, inaczej, niż oczekujemy, pozwolić życiu, by wyrwało nas z naszych ograniczeń, które dzięki temu codziennie możemy pokonywać; nawet, a może właśnie zwłaszcza wtedy, gdy się z nimi nie zgadzamy, gdy chcemy czegoś więcej. 

"Człowiek rodzi się po to, by żyć, a nie po to, by przygotowywać się do życia" 
(Borys Pasternak)




Zatem życzę Wam i sobie jak najwięcej życia w życiu!



wtorek, 10 maja 2016

B jak Bajor

Tak, jak Michał Bajor, kocham jutro...

"Kocham jutro 
Z jego każdą obietnicą
Z jego wielką wielką tajemnicą
Kocham jutro"

Bo jak tu nie kochać jutra po takim zachodzie słońca...






I jak nie kochać "dzisiaj" z takim niebem i z taką ziemią.




poniedziałek, 9 maja 2016

C jak chcemy pomagać


Robiąc coś razem zmieniamy świat - to nasze małe codzienne rewolucje. 

Dlatego serdecznie dziękuję nauczycielkom - w tym przede wszystkim mojej przyjaciółce Beatce oraz rodzicom dzieci z Miejskiego Przedszkola nr 44 w Sosnowcu za zebrane w ramach wielkanocnego kiermaszu pieniążki, które właśnie zostały przesłane na konto Misji Sióstr Boromeuszek w Mpanshyi w Zambii. 
Również paczka o numerze  CP 161 205 535 PL, zawierająca ręcznie robione sweterki, szczęśliwie dotarła na pocztę w Lusace. 

Wszystkim, jako podziękowanie, dedykuję piosenki, które powstały w ramach projektu "Playing for Change" - przedsięwzięcia, którego główną ideą jest zjednoczenie muzyków i wokalistów z całego świata poprzez nagrywanie znanych piosenek wykonywanych przez miejscowych, najczęściej zupełnie nieznanych muzyków. To dobroczynna inicjatywa, łącząca muzyków z różnych części świata.

Tak pisze o tym pomyśle portal www.universalmusic.pl:

"Album 'Playing for Change' powstał w wyniku wspaniałego przedsięwzięcia, którego głównym przesłaniem jest zjednoczenie muzyków i wokalistów z różnych części globu. Projekt istnieje już dziesięć lat, a jego inicjator Mark Johnson udowadnia nam wszystkim znaną powszechnie prawdę, że to właśnie muzyka przełamuje granice i różnice miedzy ludźmi: „Akt muzykowania z ludźmi różnych kultur, religii i społeczeństw ma potężną siłę. Pokazuje, że możemy znaleźć wspólne drogi i pracować razem, dzielić nasze doświadczenia z kimś innym w pozytywny sposób.” Muzyka łamie ściany między kulturami, ma znaczenie nie tylko estetyczne, staje się narzędziem, zbliża do siebie ludzi, bezgranicznie pomaga w międzyludzkim porozumiewaniu.

Johnson i jego grupa podróżują po świecie poszukując i nagrywając mało znanych muzyków z najodleglejszych miejsc świata. Wykonywanej, często nieznanej w niektórych krajach muzyce nadają wymiar ogólnoświatowy. Znamienna była podróż grupy Playing for Change do Nowego Orleanu tuż po kataklizmie huraganu Katrina: „Miasto było zdewastowane, smutne i opuszczone” – mówi Johnson. „Muzyka w klubach i na ulicy nie ustawała, utrzymywała miasto przy życiu i dawała poczucie nadziei.” Kiedy odwiedzili Południową Afrykę wśród otaczającego ich cierpienia, które było następstwem apartheid`u zobaczyli maszerującą ulicami kilkutysięczną grupę śpiewających ludzi. „Byli silniejsi od najpotężniejszej broni”. 

Współpraca z muzykami z najbiedniejszych części świata zainspirowała PFC do złożenia fundacji oferującej pomoc muzykom i ich społecznościom w zakresie edukacji (Ntonga Music School w Południowej Afryce), wyposażenia w instrumenty muzyczne i inne sprzęty, organizacji koncertów dobroczynnych i tras koncertowych oraz sponsorowania nagrań i wydarzeń muzycznych."


Może niecodziennie możesz zrobić coś wielkiego, ale na pewno codziennie możesz zrobić coś dobrego. 


To fantastyczne, że każdy z nas może znaleźć dla siebie jakieś miejsce, w które jego pomoc będzie znakomicie trafiała, dostrzec jakiś brak, któremu może zaradzić, pustkę, którą może wypełnić radością, uśmiechem, NADZIEJĄ NA ZMIANĘ. 


Zatem "PLAYING FOR CHANGE" jest DLA WAS!
Dla Was wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób pomagaliście i pomagacie:-)





Miłego słuchania i wspaniałych inspiracji!






środa, 4 maja 2016

D jak doskonała pogoda na wycieczkę

Dzień 3 maja zawsze jakoś szczególnie nastraja na... majówkę;-). Choć przewidywania pogody były tak naprawdę... nieprzewidywalne i do końca nie było wiadomo, jaka aura nas czeka, bez wahania wyruszyliśmy w stronę Pszczyny, gdzie już od XV-ego wieku czeka na nas pałac książąt pszczyńskich przystrojony w słońce,


otoczony zielonym parkiem


i wiosennymi kwiatami.


Pałac kryje piękne, ze smakiem i elegancją zaaranżowane wnętrza - bez przesadnego przytłaczającego przepychu, za to czasami nawet zaskakująco przytulne i kameralne, mimo wielkości i przeznaczenia niektórych z nich - miło by się tam mieszkało również dziś, choć zbrojownia była nieco onieśmielającym zbiorem wszelakiego rodzaju broni, którą bez wątpienia przysparzano sobie nawzajem wielu kłopotów w czasie wojen i pojedynków. 
Nad wszystkimi tymi pałacowymi pomieszczeniami unosił się duch jednego z właścicieli posiadłości w XIX wieku - Hansa Heinricha XV oraz powiew osobowości jego żony - słynnej z urody Angielki Marii Teresy Cornwallis-West, zwanej Daisy - uznawanej za najpiękniejszą kobietę epoki. Zresztą spotkaliśmy ją tego dnia jeszcze raz, w innym pięknym miejscu, ale o tym później. Z pałacem na krótko związana jest też osoba cesarza Wilhelma II, który w czasie I wojny światowej miał tu swoją kwaterę i siedzibę sztabu wojsk niemieckich. Wojenną historię pałacu kończy umieszczenie w nim po wkroczeniu do Pszczyny Armii Czerwonej w 1945 roku szpitala przyfrontowego. Na szczęście zamek nie ucierpiał wskutek działań wojennych, nie został zdewastowany ani rozkradziony i niedługo po zakończeniu wojny, bo już w 1946 roku został przekształcony w muzeum i udostępniony zwiedzającym. 


Nie mniejszą, choć zupełnie innego rodzaju atrakcją Pszczyny jest Zagroda Żubrów, znajdująca się niedaleko zamku. Jak każdy wie, to duże zwierzęta - dorosłe samce mogą ważyć do 900 kg i dorastać do 180 cm w kłębie... Zjadają od 40 do 60 kg wegetariańskiej paszy dziennie - smakuje im prawie wszystko - rośliny, trawa, żołędzie, liście i gałęzie drzew, kora brzóz. 
Co chwilę urządzają sobie zawody sportowe - najczęściej zapasy, albo raczej "zarogi";-), a te wszystkie atrakcje w cenie jednego biletu;-)))



Pawie mogą podziwiać je zupełnie za darmo, 


kibicując donośnymi głosami i jednocześnie prezentując spokojnie, z leniwym dostojeństwem i bez obaw przed ludźmi swoje niewątpliwe wdzięki:


W osobnych zagrodach można było zobaczyć piękne daniele, jelenie, muflony, nie mogło oczywiście również zabraknąć poczciwego osiołka.


Natury nigdy nam nie dość, więc następnym - może ładniej nieco pachnącym ;-) punktem programu były ogrody w Goczałkowicach - to tam, wśród kwiatów i niezliczonej ilości krzewów, krzewinek i drzewek, spotkaliśmy ponownie księżną Daisy


Nie zakłócając jej zbyt długo spokoju, powędrowaliśmy dalej alejkami wijącymi się wśród bujnej roślinności, odnajdując wśród tego mnóstwa cudownej wiosennej wegetacji 

 



ciągle miłe i zaskakujące elementy dekoracji;

a to zafrasowaną czymś czaplę,


to znów maleńkie przytulone do siebie sówki,


 konika pięknej maści 


i aniołka, w którego zielonych zadumanych oczach odbija się to, co najlepsze,


czego i Wam na wiosnę życzę :-))))))




czwartek, 28 kwietnia 2016

E jak efemeryczny

... wg Słownika Wyrazów Obcych PWN znaczy "krótkotrwały, szybko przemijający 
(z greckiego ephemeros = jednodniowy)"

Taki właśnie był wczorajszy zachód słońca nad lotniskiem w Katowicach-Pyrzowicach. Po bardzo zachmurzonym, deszczowym dniu, nagle o godzinie 19.50 na niebie objawiło się coś na kształt eksplozji światła i kolorów. Jak każda eksplozja, trwała bardzo krótko, ale była tak piękna i zaskakująca, że oprócz podziwiania jej dla samej siebie, postanowiłam utrwalić również dla innych to codzienne, a jednak tego wieczora tak niecodziennie piękne zjawisko, czym miałam pod ręką, czyli niestety tylko telefonem komórkowym. Jednak mam nadzieję, że użyty sprzęt nie ujmuje aż tak wiele z jego piękna i czaru. W tej scenerii nawet dymiące w tle kominy Huty Cynku w Miasteczku Śląskim dodają mu uroku, co w normalnych warunkach byłoby jedynie zaprzeczeniem pięknego krajobrazu.


Ten widok przywodzi mi na myśl przynajmniej dwa skojarzenia literackie - Andrzej Stasiuk w swoich "Opowieściach galicyjskich" pisze, że "emaliowana pokrywka nieba szczelnie przylegała do ziemi", i pamiętam jeszcze, że w innym miejscu pisze o ogromnym, ale niewidzialnym patyku, którym ktoś się posłużył, by włożyć go między chmury a ziemię i unieść je nieco, jak wieko - i jestem całkowicie pewna, że tak właśnie się stało wczoraj w porze zachodu słońca.

A teraz jeszcze "właściciel" ogonka widocznego na pierwszym zdjęciu - teraz w całej okazałości - Airbus 320 linii Wizzair, który kolorystycznie również doskonale wpisuje się w klimat tego zmierzchu.


Zachód słońca, podróże - to przywołuje moje drugie skojarzenie, a wraz z nim mojego ulubionego małego, wielkiego podróżnika, jakim jest Mały Książę, którego spotkał w swoim życiu Antoine de Saint-Exupery. 
Mały Książę był szczęściarzem - każdego dnia mógł oglądać na swojej planecie 43 zachody słońca. Wystarczyło tylko, że nieco przesunął krzesełko.

I miał jeszcze różę, która była taka efemeryczna...