wtorek, 29 listopada 2016

I - 30/9

Kocham zimę...



i inne zimowe kompozycje też :-)






P.S. Usprawiedliwienie;-): pierwsze zdjęcie zrobiłam wczoraj wieczorem, więc jeśli chodzi o konwencję 30 rzeczy w 30 dni - każda w danym dniu, nie wpisuje się w nią do końca, jednak jest to zapowiedź tegorocznej zimy, która wcale niekoniecznie zawsze musi być taka zła...:-);-);

pozostałe zdjęcia, zgodnie z umową, jaką zawarłam sama z sobą, zrobiłam dzisiaj :-).


sobota, 26 listopada 2016

czwartek, 24 listopada 2016

I - 30/4


Wieczór z p. Lechem Majewskim




I jego tryptyk - tym razem jedna z części cyklu filmowego stworzonego przez tego reżysera 

pt. "Ogród rozkoszy ziemskich".

Ten film jest częścią cyklu, na który składają się jeszcze 2 inne: "Młyn i krzyż " oraz "Onirica". Ich wspólnym mianownikiem jest inspiracja dziełami trzech wielkich osobowości kultury światowej: Hieronimusa Boscha, Pietera Bruegel'a i Dantego Alighieri. Efektem wiedzy, wrażliwości i wyobraźni Lecha Majewskiego są te trzy niezwykłe i - mimo łączących ich elementów - bardzo różne od siebie filmy. 
A być może efektem tego, że reżyser mieszka w Katowicach, jest możliwość spotkania się z nim również w Sosnowcu, rozmowy i zadawania pytań po seansach, jakie odbywają się od czasu do czasu w naszym mieście. Niezwykle cenne jest poznanie twórcy, posłuchanie tego, co mówi o swoich filmach. O wielkości tego reżysera świadczą nie tylko jego obrazy filmowe, ale także jego ogromna skromność i 'normalność'. Za każdym razem to ogromna przyjemność spotkania się z nim oraz tak zwana 'wartość dodana' czyli możliwość spojrzenia na jego filmy z perspektywy twórcy. 
I okazja dowiedzenia się na przykład, że film "Ogród rozkoszy ziemskich" otrzymał Grand Prix na festiwalu w Rzymie za scenariusz, którego...nie było. Film powstał na podstawie książki reżysera i nagroda musiała zaczekać na odebranie do momentu napisania tegoż scenariusza... A także, że ekipa filmowa składała się z 4 (słownie: czterech) osób: dwóch aktorów, dźwiękowca i reżysera, który  w wielu scenach tylko instruował wcześniej aktorów jak "widzi" daną scenę, po czym wychodził, zostawiając ich sam na sam z kamerą, którą sami obsługiwali. Efekt jest naprawdę niezwykły, choć na początku seansu sposób filmowania może wydawać się nieco męczący. Jednak z biegiem filmu przekonujemy się, że taki wybór okazał się najlepszy do opowiedzenia tej historii. 

Takie i inne opowieści można usłyszeć na spotkaniach z reżyserem. Gorąco polecam!